środa, 14 października 2015

Temat na najbliższy one-shot!

Otóż mam problem z wybraniem fabuły kolejnego one shotu 18+
Kilka koncepcji lata mi po głowie ale nie wiem jakiej oczekiwałby czytelnik.
napiszę kilka swoich pomysłów a wy dorzućcie swoje w komentarzach. Coś sensownego na pewno powstanie!

1. "50 twarzy Edo-Lucy" - Natsu zdominowany przez Lucy! Pejcze,kajdanki taka sytuacja.
2. "Intruz"- Sting odbija kumplowi dziewczynę . Tu chyba lepszym pomysłem będzie zrobienie dwóch części albo jednej baaaardzo długiej.
3.  Alternatywna wersja jednego z rozdziałów lub odcinka anime. NaLu oczywiście ;]

I tu się kończy moja pomysłowość. Może ktoś coś doradzi? Podpowie? ^^'

poniedziałek, 12 października 2015

Krótkie informacje :)

W zakładce one shot macie coś do poczytania. Uwaga dziewczyny ! Będzie gorąco; )
Dodałam  trochę grafik do zakładki Galeria NaLu! Strasznie mi się podoba Natsu jako motocyklista ;]
Uzupełniłam zakładkę "Linki" o kilka ciekawych blogów, które śledzę.
Dodałam też...mhm. To w zasadzie eksperyment. Dodałam recenzje opowiadań, które czytam :)



niedziela, 11 października 2015

Saga Noir Hills : Rozdział XIII "Każdy musi zaznać smaku porażki"

Siemanko!

Przeczytałam uważnie komentarze i doszłam do wniosku, że nie pogodzę wszystkiego czego chcecie z tym czego JA oczekuję od tego bloga. Czytając różne fan fici Fairy Tail zawsze mało mi było "normalności". Ciągle ktoś umierał, ginął, był porywany albo gwałcony a nie było miejsca na szczęśliwe chwile. Przyznam, że mnie najlepiej czyta się o zwyczajnych romantycznych bzdurach NaLu a nie o tym kto kogo zabił i jak bardzo brutalnie. Na moim blogu fabuła pełni drugorzędną rolę, ponieważ chcę się skupić właśnie na wątkach między bohaterami. Sami przyznajcie, że to miła odmiana po niezliczonych blogach, gdzie Lucy albo jest zabijana albo wielokrotnie gwałcona (moim zdaniem autorki takich blogów powinny się leczyć albo dać wyruchać bo desperacją wieje na kilometr)
Tutaj ma być miło, kolorowo, kwiatki serduszka, trochę walki,seks i przygody kończące się Happy Endem!
Dotarło? ;] 





Lucy obudziła się w środku nocy czując ciężar wokół swojego ciała. Domyśliła się, że to ręka Smoczego Zabójcy ponieważ tuż przy jej uchu pochrapywał dosyć głośno. Wszędzie rozpozna ten odgłos. Obróciła się i zdecydowanym ruchem odepchnęła śpiącego Natsu na bok.
Odetchnęła z ulgą pełną piersią i postanowiła zaczerpnąć powietrza.
Gdy wyszła z namiotu zauważyła przy ognisku Erzę, która prawdopodobnie miała wartę.
-Mogę się dosiąść? -spytała cicho Lucy tym samym wyrywając Tytanię z zadumy.
-Witaj Lucy, jak twoje rany?
-Już lepiej, dziękuję. Magia Wendy jest niesamowita. Nie wiem co by się stało...
Dziewczyna dotknęła swojego policzka, na którym jeszcze kilka godzin temu widniała paskudna rana.
-Nikt by mnie nie zechciał z tak oszpeconą twarzą- Lucy uśmiechnęła się do przyjaciółki
-Natsu zawsze będzie Cię chciał...- Twarz Tytanii wykrzywiła się w uśmiechu.
-E..Erza!No wiesz co!
-Co? J a tylko mówię jak jest. Natsu bardzo poważnie traktuje obietnice i nie należy do facetów, którzy uciekają jak na horyzoncie pojawi się jakiś problem. Jest lojalny.
Blondynka usiadła na trawie obok koleżanki i sięgnęła po jeden z patyków aby pogrzebać nim w ognisku.
-Wiem o tym...Tylko, że nie wiem co z tego dalej wyniknie. Jesteśmy przyjaciółmi,pracujemy razem i obawiam się, że gdyby coś nam poszło nie tak to drużyna się rozpadnie.
-A co jeśli w ogóle nie spróbujecie? - odbiła piłeczkę Tytania-Co jeśli przejdzie wam koło nosa jedyna szansa na szczęście? Jesteście prawie dorośli, dużo czasu spędzacie razem, może nie będzie to takie złe? Nie sądzisz  Lucy, że wypadałoby coś z tym zrobić? Widzę jak na siebie patrzycie, widzę jak on na Ciebie patrzy. Przestań zachowywać się jak mała dziewczynka.
Heartphilia czuła się dziwnie słuchając kazania Erzy, jednak nie mogła oprzeć się wrażeniu, że dziewczyna ma rację.
Czego się tak naprawdę bała? Co stoi na przeszkodzie aby mieć chłopaka?
Po chwili przemyśleń blondynka zdobyła się na odpowiedź.
-Boję się, że Natsu widzi we mnie tylko przyjaciółkę. Ta cała troska o mnie to tylko koleżeński gest bo przecież to samo zrobiłby dla każdego z was.
-Oh, no cóż wątpię, że swój pierwszy pocałunek oddałby Greyowi. -Scarlet znacząco uśmiechnęła się do koleżanki.
-Erza na litość boską skończ już...-Heartphilia przewróciła oczami jednak roześmiała się po chwili.
Przyjaciółki rozmawiały przez następną godzinę zupełnie zapominając o otaczającym je niebezpiecznym lesie.
Ich śmiechy przerwał wychodzący z namiotu zaspany Natsu. Leniwie przeczesywał różową czuprynę palcami.
-A co tutaj tak wesoło? -spytał posyłając dziewczynom uśmiech firmowy numer jeden.
-A takie babskie gadanie. Twoja kolej na wartę?-Tytania wstała otrzepując zbroję z kurzu.-to ja idę spać.
Scarlet puściła do blondynki oczko i czym prędzej pognała do  namiotu.
Zostali sami na środku polany. Płomień ogniska wesoło tańczył odbijając się w ich oczach.
Smoczy Zabójca usiadł obok Lucy i przeciągnął się ziewając. Jak zwykle zachowywał się tak jakby nic a nic się nie zmieniło. Denerwowało ją to, ponieważ sama nie wiedziała jak się zachować.
Po głowie krążyły jej słowa Erzy. Patrzyła ukradkiem na uśmiechniętą twarz chłopaka.
Wydawał się być...szczęśliwy? Trwali tak dłuższą chwilę w kompletnej ciszy. On z uśmiechem na twarzy a ona dręczona pytaniami.
Zagryzła wargi już mając coś powiedzieć gdy nagle poczuła rękę na swojej talii i nim się spostrzegła Dragneel przyciągnął ją do siebie i oplótł ramieniem.
-Nic nie musisz mówić-odparł i spojrzał na nią z uśmiechem- Słyszałem waszą rozmowę.
Zamurowało ją. Podsłuchiwał! Słyszał wszystko...Wszystko! Złapała się za gorejące policzki i zakryła oczy.
Heartphilia przeklęła w myślach zdolności smoczych zabójców.
-Ja też się boję. -rzekł ciszej Natsu i przygarnął ją mocniej do siebie -ale kiedy wiem, że ty też, nie wydaje się to aż takie straszne. Możemy się bać razem prawda?
Dotknął czołem jej czoła i posłał uspokajający uśmiech.
Nad ich głowami przelatywały spadające gwiazdy gdy Natsu podtrzymując jej podbródek składał na jej ustach namiętny pocałunek.

Nieopodal nich stał namiot a w nim Erza i Wendy przybijały sobie piątkę zadowolone z efektu swojego planu.


Lucy i Natsu przesiedzieli razem całą noc nawet nie budząc zmienników warty. Rozmawiali ze sobą i starali się zrozumieć co właśnie dzieje się w ich sercach. Dużo tej nocy się wyjaśniło, minął pierwszy strach związany z ich przemyśleniami. Słońce powoli wychodziło zza wysokich drzew oświetlając skąpaną w rosie polankę. Drużyna powoli budziła się i wychodziła z namiotów.
Zastali świeżo upieczone gorące ryby oraz herbatę z igieł sosny.
-A wy co takie skowronki?-spytał Gray przecierając zaspaną twarz.
-Nie wiesz, że kto rano wstaje temu Pan Bóg daje? -Blondynka dogryzła przyjacielowi
-W tej chwili to chyba ja wygrałem bo dostałem śniadanie.
- A skąd wiesz lodówo, że to dla Ciebie, hę? Może Lucy zrobiła je specjalnie dla mnie w podziękowaniu za ratunek? -wysunął język z pomiędzy kłów czego za chwilę bardzo pożałował bo dostał w głowę od blondynki.
-Wszyscy mnie ratowali i każdemu należy się posiłek. Nie jesteś jedynym bohaterem w tej bajce Smoku! - Lucy oparła ręce na biodrach spoglądając na Dragneela.
-Ale...Myślałem, że jestem takim wyjątkowym bohaterem..
Natsu zrobił minę opuszczonego szczeniaczka na co Lucy poczuła uderzenie serca. Wyglądał tak..Niewinnie?
-Kyaaa!-Machnęła energicznie rękami w stronę Dragneela- Nie rób takich min!
Dziewczyna chwyciła się za policzki i zamknęła oczy.
Gdy je otworzyła spostrzegła, że cała drużyna zupełnie ją zignorowała i zasiadła do posiłku.
Westchnęła zrezygnowana i zajęła wolne miejsce obok Natsu.
-Wydaje mi się, że powinniśmy wrócić do gildii- Tytania podniosła głowę z nad kubeczka herbaty.
-A co z naszym zadaniem? -natychmiast oburzył się Natsu -nie możemy zrezygnować bo to zhańbi dobre imię Fairy Tail!
Pozostali pokiwali energicznie głową na znak, że podzielają zdanie przyjaciela.
Erza westchnęła opuszczając wzrok.
-Słuchajcie - zaczęła spokojnie Scarlet-Czy nie wydaje wam się, że z tym zadaniem jest coś nie tak?
-W zasadzie to też się nad tym zastanawiałam...-Lucy zamyśliła się i dotknęła palcem ust - Pamiętacie sprawę z Lullaby? Na koniec okazało się, że Lullaby nie zabija swoją mocą a jest to po prostu jeden z demonów Zerefa. Wydaje mi się, że owa "studnia życzeń" może być kolejnym z nich.
Zauważcie kilka faktów.
Blondynka zaczęła kolejno wyliczać na palcach.
-Pierwsze wzmianki o studni datowane są na okres starożytności  czyli wtedy, gdy Zeref stworzył swoja księgę demonów. Po drugie każdy kto ją odnalazł, jak przypuszczamy umierał lub sprowadzał na siebie i bliskich katastrofę. Sprawdziłam kilka źródeł i niektóre wydarzenia pokrywają się ze wzmiankami o studni. Spalone wioski,zarazy, niezwykłe okoliczności zniknięć ludzi.
Dodatkowo, ten las -Lucy wskazała ręką na otaczająca ją roślinność- wcale nie jest taki stary.
Będąc w uwięzieniu przez te demony zrozumiałam, że drzewa żywią się magią. Czarną Magią.
Myślę, że las to jedynie zasłona mająca na celu osłonić studnię przed chociażby nami.
Jakie mamy szanse odnaleźć cokolwiek w tym lesie? Zerowe. Jej nie da się odnaleźć.
Niby udało nam się odszukać jedną ze wskazówek ale gdzie są następne? Odpowiedź jest prosta: Bo inne wskazówki nie istnieją. To tylko zmyłka.

Blondynka skończyła swój dedukcyjny wywód i spojrzała na przyjaciół, którzy patrzyli na nią z szeroko otwartymi oczami nie kryjąc zdziwienia.
Pierwsza odezwała się Erza wyraźnie zmieszana
-T...tak. Dokładnie tak myślałam- roześmiała się nerwowo- Doskonale Lucy!
-Świetnie Lucy! -Dragneel uśmiechnął się szeroko do niej i splótł ręce za głową.
-Dzięki! Ma się ten talent detektywa, co? -Lucy zaśmiała się ale po chwili kontynuowała rozpoczęty wątek myślowy.
-Pozostało jeszcze jedno pytanie- dziewczyna przerwała budując tym samym atmosferę tajemniczości- Czym są stwory, które nas atakują i kto nimi dowodzi? Muszą przecież być pod czyjąś kontrolą ponieważ tak samo jak drzewa są zrobione z materii magicznej.
-Gdy tak mówisz to faktycznie wydaje się , że z nimi jest coś nie tak...-Grey podrapał się po głowie.
-Działa na nie tylko magia a nie ciosy-dopowiedział Natsu.
-W każdym bądź razie powinniśmy wrócić do gildii i powiedzieć o tym Mistrzowi
Erza wstała i otrzepała się z kurzu a pozostali poszli w jej ślady.
Szybko uporali się ze zwinięciem obozowiska i dzięki Pyxies, którego przywołała Lucy ruszyli w drogę powrotną do miasta Noir Hills.
Drużyna była przygnębiona z powodu porzucenia misji. Taka sytuacja nigdy wcześniej się nie wydarzyła. Wiedzieli jednak, że tak poturbowani nic nie zdziałają.
Przygnębienie towarzyszy zauważyła Erza.
-Każdy musi zaznać smaku porażki-powiedziała spokojnie Tytania-By zwycięstwo smakowało podwójnie.
-Ale...Mój czynsz!
Lucy w myślach już układała przeprosiny dla właścicielki i prośbę o trochę więcej czasu na spłatę.

Cała drużyna miała obawy czy uda im się dotrzeć do granic lasu. Mgła bardzo utrudniała marsz i skutecznie spowalniała tempo. Dodatkowo brak światła dziennego działał na ich niekorzyść.
Idący na czele Natsu oświetlał drogę swoim płomieniem jednak mgła przybierała na sile i z każdym krokiem spowijała ich coraz bardziej.
W końcu nie byli wstanie zobaczyć nic oprócz bieli.
-To nie ma sensu!- powiedziała Lucy i pociągnęła Natsu za szalik-Musimy się zatrzymać i przeczekać tę mgłę.
Natsu spojrzał na nią po czym skierował wzrok na Erzę i Graya. Wymienili się znaczącymi spojrzeniami, dając sobie do zrozumienia, że wiedzą iż coś powoli szykuje na nich zasadzkę.
-To nie jest dobry pomysł Lucy- rzekła Tytania i przywołała miecz do swej dłoni- Nie jesteśmy tutaj sami.
Natsu podpalił swoje pięści i stanął przy Lucy. Gray zasłonił Wendy i Charlę a Erza stanęła obok. Mieli się wzajemnie za plecami co dodawało im odwagi.
-Natsu- Tytania wypowiedziała imię przyjaciela a ten w mig pojął co ma zrobić.
Nabrał powietrza w usta i zionął ogniem. Promień płomienia był ogromny. Usłyszeli jak wilgoć na krzewach i ziemi zaczyna syczeć i parować
-Wendy teraz ty! -zakomenderowała Scarlet dokonując podmiany zbroi.
Mała Smocza Zabójczyni wykonała swój ryk smoka, który rozproszył mgłę ukazując im zbliżających się przeciwników.
Lucy wytężyła wzrok i dostrzegła na czele smolistych bestii swojego oprawcę.
Oczy jej się rozszerzyły a na czole pojawiły się krople zimnego potu.
Tego się obawiała najbardziej. Znów czuła strach, który jak myślała udało jej się pokonać. Strach przed utratą przyjaciół.
Jej strach natychmiast wyczuł Dragneel. Jego zmysły idealnie wyczuły emocje dziewczyny. W jego sercu coś zadrżało. Poczuł niepohamowaną żądzę aby posłać tego gnoja wprost do piekła.
Nie panował już nad sobą, nawet nie chciał.  Jego ciało spowiły gorące płomienie a wokół oczu pojawił się zarys łusek.
-Dragon Force!-krzyknął Happy
Towarzysze odsunęli się od Smoczego Zabójcy i gorących płomieni.
Natsu wystrzelił do przodu ignorując resztę drużyny. Teraz liczyła się tylko zemsta za Lucy.
-Natsu! Wracaj! To rozkaz!-krzyknęła za nim Erza jednak Smoczy Zabójca już był przy potworze wymierzając cios.
Gdy tylko pięść Smoczego Zabójcy miała dosięgnąć głowy przeciwnika ten jakby rozmył się w powietrzu a Natsu stracił równowagę i uderzył w ziemię kilka metrów dalej.
W tym momencie kilka smolistych bestii podeszło do pozostałych magów. Rozpoczęła się walka na śmierć i życie.
Lucy przywołała Lokiego oraz Virgo, którzy stanęli po obu stronach swojej Pani.
Erza co rusz atakowała bronią jednak jej ataki okazały się nieskuteczne przeciwko dziwnym potworom.
-Erza! Na nich działa tylko magia!- krzyknął Gray, który w tym momencie zamroził kolejnego potwora.
-Co? - Tytania zatrzymała się na chwilę a stwór wykorzystał tę okazję i zamachnął się ogonem powalając wróżkę na ziemię.
Stwór szykował się do kolejnego ataku na Scarlet, która mogła w tej chwili jedynie się zasłonić. Gdy już miał nadejść bolesny cios bestia została zatrzymana przez lód.
-Zdążyłem- wyszeptał lekko wyczerpany mag lodu. Stwór został zamrożony tuż przy Erzie, która w mgnieniu oka podniosła się i zamachnęła mieczem. Lód wraz ze stworem roztrzaskał się na tysiące kawałków.
Wendy dzięki pomocy swej towarzyszki latała nad polem walki i swoim smoczym oddechem próbowała spowolnić wrogów. Udawało jej się to w miarę skutecznie jednak nie mogła trzymać na dystans wszystkich bestii. Było ich po prostu zbyt wiele.
Na szczęście jej działanie pozwoliło na w miarę wyrównaną walkę, ponieważ mogli się skupić tylko na kilku osobnikach a nie całej chmarze, która już na nich czekała.

Natsu podniósł się z ziemi. Ręce mu drżały z wściekłości a wzrok stał się pusty i straszny.
Stanął wyprostowany tuż przed obiektem swej nienawiści.
-To ty ją zraniłeś...To przez Ciebie się bała!-krzyknął do demona szykując się do ataku-Co jej zrobiłeś śmieciu!?
Demon stał w miejscu i patrzył na Smoczego Zabójcę żółtymi ślepiami.
Był nienaturalnie wysoki i chudy. W zasadzie skóra i kości odziane w czarną togę.
W prawej ręce trzymał księgę zaś w lewej dziwną różdżkę, z której uwalniała się dziwna moc.

Kościste palce zakończone długimi, zniszczonymi pazurami ścisnęły księgę mocniej. Demon skierował swoją różdżkę w stronę Natsu wystrzeliwując z niej fioletowy płomień.
Smoczy Zabójca już miał uśmiechnąć się na myśl o przekąsce gdy nagle poczuł coś dziwnego.
Nie mógł się poruszyć. Ciało odmówiło mu posłuszeństwa a fioletowy płomień otoczył go niczym klatką.
Gdy magiczna klatka zamknęła się nad nim uderzył go piorun demona.
Zrobiło mu się ciemno przed oczami i upadł na kolana. Płomienie Smoczego Zabójcy zgasły a on sam klęczał spowity zaklęciem wroga.
Do jego uszu jednak docierały odgłosy walki przyjaciół. Starali się jak mogli aby skutecznie niszczyć bestie, które co rusz regenerowały się i powracały do stanu z przed ataku. Gray prawie wyczerpał swoją moc próbując ich zamrozić toteż jego ataki były słabsze. Tytania atakowała zamrożone demony niszcząc je precyzyjnymi cięciami. Wiedziała, że tylko Gray mógł jej w tym pomóc a ten już ledwo stał na nogach.
-Nie damy rady!-krzyknęła Lucy unikając palących łap demona-musimy się wycofać!
-Nie mamy dokąd otoczyli nas!-Tytania omiotła pole walki spojrzeniem. Nie mieli nawet szansy na ucieczkę.
Magini gwiezdnej energii odwołała Virgo a na jej miejsce przyzwała Aries.
-Aries! Zatrzymaj te paskudztwa!
-Tak! Wool Bomb!- Gwiezdny duch Barana użyła swojego ataku aby spowić bestie wełną, dzięki czemu poruszały się zdecydowanie wolniej. To im da chwilę na przemyślenie strategii.

Demon powoli zbliżał się do obezwładnionego Natsu. Gdy już był wystarczająco blisko Smoczego Zabójcy posłał w niego kolejny piorun.  Fala bólu przeszyła ciało  Salamandra co przywołało go do przytomności. Próbował się otrząsnąć i zmienić bieg obecnej sytuacji.
Spojrzał w miarę trzeźwo na swoich przyjaciół.  Najbliżej niego była Erza. Stała chwiejnie w pozycji obronnej w pokruszonej zbroi. r/az po raz odpychała ataki kilku stworów jednocześnie. Była zakrwawiona i poturbowana. Gray leżał nieprzytomny kilka metrów dalej przed nim stała Marvell próbując go ochronić. Zbliżało się do nich kilka bestii. Jedna z nich zamachnęła się i uderzyła dziewczynkę tak, że odleciała i uderzyła plecami w drzewo.
W końcu spojrzał w stronę gdzie walczyła Lucy. Była sama otoczona potworami. Poobijana i u kresu sił.Duchy ją opuściły z powodu braku energii i teraz walczyła jedynie biczem.
Cholera!- pomyślał Natsu i uderzył pięścią w ziemię. Po chwili krzyknął i uderzył głową w magiczne kraty. Zadziałała magia odbicia rażąc Smoczego Zabójce swoją mocą.
Nie wydostaniesz się. -usłyszał gdzieś w czaszce lodowaty głos- Nie możesz im pomóc...



--------------

Wiecie ile zajęło mi pisanie tego rozdziału? 3 miesiące! Jestem okropną bloggerką. 
Ale zbieram się w sobie na kolejnego one-shota NaLu !
Jeśli chodzi o postać Demona postanowiłam wykorzystać wizerunek Karthusa z gry League of Legends. Jakoś tak mi przypasował jego wygląd do mojej historii ;] myślę że riot games się nie obrazi :D 







środa, 18 marca 2015

Saga Noir Hills: Rozdział XII "Chyba mamy Towarzystwo"


Na wstępie chciałabym przeprosić czytelników za tak ogromne opóźnienie w dodaniu kolejnego postu. Miałam pod koniec listopada i przez te kilka ostatnich miesięcy  naprawdę mnóstwo pracy. Pojawiła się też grypa i ogólnie straszny chaos w moim życiu. Wszystko się już wyprostowało, moje życie wraca do normy i powraca chęć do pisania dalszych losów naszych ulubionych bohaterów.
Dodam jeszcze, że poniższa notka jest swego rodzaju "zapychaczem",  ponieważ zbieram w sobie pomysły na fabułę. Pojawiło się też kilka nieścisłości w poprzednich notkach, które staram się poprawić tak, aby tworzyły spójną całość. Przepraszam również i za to. Przez ostatnie kilka lat pisałam jedynie pisma urzędowe więc minie trochę czasu zanim znów wdrożę się w tworzenie poprawnie skonstruowanych opowiadań. 
Wybaczcie mi takie błędy (fabularne) i proszę o ich wypisywanie w komentarzach!







Gray Fullbuster był ciężko ranny. Nad jego nieprzytomnym ciałem klęczała młodziutka Zabójczyni Smoków. Wendy starała się jak mogła aby zmniejszyć jego obrażenia oraz ból im towarzyszący.
Na jej czole pojawiły się pierwsze krople potu, wyrażające zmęczenie. Zużywała mnóstwo energii magicznej. Zaniepokojona Carla próbowała ją powstrzymać od dalszego leczenia maga lodu.
-Wendy! Nie możesz zużyć tyle mocy! Masz natychmiast przestać!-biała Przewyższająca latała nad jej ramieniem.
-Nie mogę, Carlo. Moi przyjaciele liczą na mnie, nie mogę ich zawieść. Nie martw się nic mi nie będzie.
Dziewczynka powoli przesuwała dłońmi wzdłuż ciała nieprzytomnego Graya. Jasne i ciepłe światło, wydobywające się z rąk Marvell przynosiło ukojenie rannemu chłopakowi. Pochyleni nad nimi magowie Fairy Tail patrzyli jak liczne rany i zadrapania na ciele Fullbustera zasklepiają się.
Powieki nieprzytomnego drgnęły lekko. Usta wykrzywił w grymasie bólu i z trudem otworzył oczy.
Ujrzał nad sobą słodką twarzyczkę Wendy.
-We...Wendy? -wyjąkał ranny.
-Proszę nic nie mówić, za chwilę skończę Pana opatrywać. Niestety obrażenia płuc i żeber wymagają powrotu do gildii- Marvell powoli kończyła bandażować zwichnięty nadgarstek.
Gray rozejrzał się i ze zdziwieniem stwierdził, że przybyli także inni magowie.
-Erza, co wy tu robicie? -spytał, gdy Wendy pozwoliła mu się podnieść. Widział wokół siebie przyjaciół z gildii. Erzę, Wendy, Levy i Gajeela wraz z kocimi towarzyszami.
-Happy powiadomił nas o waszych kłopotach - Scarlet podała rękę przyjacielowi i ostrożnie pomogła mu wstać- A właśnie. Gdzie on jest? Chwile po tym jak powiedział co się stało wyleciał z gildii krzycząc, że musi szukać Lucy.
Gray wskazał ręką na pobliską kępkę krzaków.
-Wendy, zajmij się nim. Jest wyczerpany- wysapał Gray.
-Oczywiście! -Marvel i Carla skierowały się we wskazane miejsce i odkryły poranionego i przemęczonego  kota.
Carla nerwowo wypowiadała imię swojego przyjaciela próbując go ocucić.
Wendy uśmiechnęła się niezauważalnie. Zwykle biała kotka znęcała się wręcz nad Happym, a teraz wyglądała na przejętą jego stanem. "Kto się czubi ten się lubi"-Pomyślała Smocza Zabójczyni.
Po jakimś czasie Marvel pojawiła się z już lepiej wyglądającym kotem na rękach.
Gray usiadł na ziemi i pokrył swoją rękę lodem przykładając ją do twarzy. Chłód podziałał niczym kompres i opuchnięta od ciosów twarz maga powoli nabierała pierwotnych rysów.
Fullbuster wypluł krew z ust i skrzywił się.
-Gray, gdzie jest Natsu?- spytała Scarlet siedząc obok przyjaciela.
-Ten głupek zostawił nas i pobiegł za zapachem Lucy- warknął dosyć nieprzyjemnym tonem sugerującym, że ma Dragneelowi za złe takie zachowanie.
-Musimy ich poszukać i ruszyć się z miejsca. Tutaj nie jest bezpiecznie- Scarlet wstała i odwołała swoją zbroję zamieniając na tę podstawową.
-Taa...-mruknął Fullbuster- Tutaj roi się od tych dziwolągów- Chłopak wskazał brodą na zniszczone przez Tytanię ciała stworów.
Po chwili wszyscy powoli ruszyli śladami Salamandra w głąb lasu.
Drużyna ratunkowa przedzierała się ostrożnie przez gęstą mgłę. Co chwile słychać było ciche przekleństwa kogoś, kto akurat się o coś potknął.
-Cholera! - burknął Redfox, który kopnął stopą w wystający kamień- Tutaj nic nie widać! Jak mogliście zajść tak daleko i się nie pogubić?
Gray wsparty na ramieniu Tytanii obrócił głowę w stronę Gajeela.
-Lucy miała taką magiczną linkę ze świata duchów, ale zerwała się kiedy zniknęła.
-Złotą Nić Ariadny?- zdziwiła się Scarlet unosząc brwi- rzadki przedmiot utkany z magii gwiazd. No, no.
-Owszem ale nie zdała egzaminu-dodał Gray i westchnął.
Nagle Redfox i Wendy przystanęli w miejscu. Poruszali lekko nosami łapiąc zmysłami jakiś zapach.
-Pan Natsu i Pani Lucy-szepnęła Marvel a Gajeel skinął głową przytakując.
-Nie dalej jak kilometr od nas w tamtym kierunku- Żelazny Smoczy Zabójca wskazał brodą głębię lasu. Musieli zatem zboczyć z wąskiej ścieżki.
-Ruszajmy nie ma czasu do stracenia. Mogą mieć kłopoty!- Erza mocniej uchwyciła Fullbustera i pobiegła w las. Pozostali popędzili za nią.
W szybkim tempie przemierzali knieje, zwinnie przeskakując pomiędzy drzewami.
Na czele biegła Erza, jakimś cudem nie gubiąc po drodze rannego maga lodu.
Wtem noga Levy poślizgnęła się na omszałym kamieniu a dziewczyna runęła na ziemię.
-Aau! -jęknęła magini a jej oczy zaszły łzami bólu.
Poczuła nagłe szarpnięcie za ramiona i nie wiedząc kiedy znalazła się na rękach Redfoxa.
Natychmiast spłonęła rumieńcem. Gajeel zwinnie przeskakiwał między kamieniami i drzewami w pewnym uchwycie trzymając McGarden.
-Gajeel nie musisz mnie nieść, poradzę sobie przecież-wydukała nieco speszona.
-Na Tenroujuimie powiedziałem Ci, że nie możesz się ode mnie oddalać bo ciężko znaleźć kogoś tak małego. W tym lesie gdybyś się zgubiła...
Redfox umilkł odwracając twarz w lewo. Dziewczyna ujrzała zarys rumieńców na policzkach chłopaka. Uśmiechnęła się lekko i nieświadomie wtuliła się w okalające ją ramie Smoczego Zabójcy.
Po kilku chwilach biegu dotarli na niewielką otwartą przestrzeń. Podchodząc na skraj owej polany stanęli jak wryci.
Ujrzeli jak Salamander obejmuje poważnie ranną dziewczynę.
Ich usta poruszały się w jakimś monologu, którego Erza, Levy  i Gray nie mogli dosłyszeć.
Słowa wypowiadane przez tę dwójkę docierały jednak do wyczulonych zmysłów Smoczych Zabójców.

-To przez moją głupotę ucierpiałaś. Gdybym wtedy bardziej Cię pilnował nic złego by się nie stało.
-Ciągle żyję, oddycham, czuję.- Dziewczyna uśmiechnęła się- Dzięki tym doświadczeniom stałam się silniejsza. Kiedy odpocznę dam Ci niezły wycisk zobaczysz! 
Obserwatorzy zobaczyli jak ich zaginiona przyjaciółka pokrywa się rumieńcem intensywnie nad czymś myśląc.
-Natsu.- Znów do uszu Gajeela i Wendy dobiegł głos dziewczyny. Otworzyli szerzej oczy.
-Tak Lucy? -Salamander spojrzał na Heartfilię a jej policzki były teraz koloru ognistej czerwieni
-Zamknij oczy- Usłyszeli cichą prośbę blondynki. W tej sekundzie Natsu Dragneel zamknął oczy.

Oczy wszystkich praktycznie wyszły z orbit, gdy zobaczyli jak Lucy Heartfilia całuje Salamandra.
Stali oniemiali widząc jak chłopak po chwili oddaje pocałunek i obejmuje mocniej dziewczynę.
W oczach Erzy, gdy przeszedł jej pierwszy szok, widać było ciepłe uczucia.
Pozostali wgapiali się w parę nie wiedząc co powiedzieć.
Po chwili z szoku wyszła również Levy i razem z Erzą zaczęli odciągać niepotrzebnych gapiów na bok.
-Zostawmy ich na chwilę, nic im nie będzie. Potrzebują teraz prywatności- powiedziała Tytania ciągnąc Fullbustera za włosy.

Natsu obdarował dziewczynę swoim firmowym uśmiechem.
-Chyba mamy towarzystwo -podrapał się ręką po głowie a drugą wskazał na krzaki, w których ukrywali się przyjaciele.
Lucy nie od razu zrozumiała o co mu chodzi, jednak po chwili to do niej dotarło.
Gdyby to byli jacyś wrogowie, Salamander nie byłby taki wesoły i zakłopotany.
"O nie..."-Heartfilia zakryła twarz dłońmi nie wierząc, że znów spotyka ją tego typu upokorzenie.
Dragneel wstał trzymając Lucy na rękach i powolnym krokiem podszedł do krzaków.
Uśmiechnął się tym razem dosyć perfidnie. Nabrał trochę powietrza w usta i wyzionął mały strumień ognia prosto w krzaki.
Gałązki natychmiast zapaliły się a z pomiędzy nich wyskoczyli, dosłownie jak oparzeni podglądacze.
Okazali się nimi Gajeel, Gray, Levy oraz Lily. Ich ubrania były lekko osmolone a Redfox musiał ugasić płomień na nogawce spodni.
Po chwili zza drzew wyszła Tytania oraz Wendy. Ich miny świadczyły o zażenowaniu tą sytuacją.
-Wiecie, Lucy została ranna i myślała, że to już koniec a nie chciała umierać bez pierwszego pocałunku!- wypalił Dragneel myśląc, że w ten sposób ocali Lucy przed drwinami.
Jak zwykle najpierw mówił a potem myślał. Spojrzał niepewnie na twarz blondynki i aż wzdrygnął się na ten widok. Żyłka na jej czole niebezpiecznie pulsowała a zaciśnięta w pięść dłoń powoli zbliżała się do policzka Smoczego Zabójcy.
-Natsu...Zabiję Cię kretynie! -wrzasnęła dziewczyna i w nieświadomym odruchu uderzyła Dragneela z pięści w policzek. Zrobiła to z taką siłą, że chłopak niechcący wypuścił ją z rąk.
Heartfilia runęła z hukiem na ziemię.
-Już po mnie... -jęknął zrezygnowany Natsu i jakby wyzionął swojego własnego ducha - dopiero zaliczyłem pierwszą bazę a drugiej nie dożyję.
Wszyscy przyjaciele wybuchnęli śmiechem, nawet Lucy pomimo swego zażenowania śmiała się razem z nimi. Ciężkie wspomnienia ostatnich dni na chwilę opuściły umysł magini.
-Co tu robicie?-spytała gdy wszyscy się uspokoili.
-To długa historia i raczej nie mamy na nią czasu. Lepiej powiedz kto Cię tak urządził-spytała Tytania.
Oczy Lucy jakby przygasły a powracające wspomnienia wycisnęły z jej oczu łzy. Teraz do niej dotarło wszystko co się wydarzyło.
-Byłam więziona w zamku zbudowanym w środku drzewa. Wbrew pozorom wcale nie zamieszkiwały go elfy. Nie wiem ile to trwało ale byłam...torturowana.-głos dziewczyny lekko się załamał a oczy wypełniły łzy. Natsu kucnął przy niej i objął ramieniem instynktownie czując, że tego właśnie potrzebuje w tej chwili. Lucy pociągnęła nosem i przetarła oczy.
-Kto Cię więził?-spytała Erza pochylając się nad przyjaciółką.
-Naprawdę nie wiem...Nie wiem co to było ale na pewno nie człowiek. Jakiś demon, który potrafił manipulować wspomnieniami a także zsyłać koszmary senne jak i te na jawie.
-Potrafił?-wychwycił to słowo Gajeel-Pokonałaś go?
Dziewczyna kiwnęła głową powoli. Przyjaciele byli zszokowani. Lucy sama pokonała tak okrutnego demona? TA Lucy?!
-Uwierzcie w nią w końcu -warknął Dragneel jakby odczytał myśli towarzyszy-To nie jest durna blondynka-księżniczka, której trzeba pomagać wysmarkać nos.
Lucy poczuła jak pieką ją policzki i coś wbiło jej się w serce.
Niezręczną chwilę przerwała Erza, która jak to mając w zwyczaju zaczęła wydawać rozkazy.
-Nie czas na to. Musimy znaleźć schronienie i opatrzyć rannych. Wrócimy na najbliższą polanę na której się zatrzymaliście z Greyem. Natsu weź Lucy na ręce, Grey na szpicę. Koty w górę robią rekonenesans. Levy idziesz obok Gajeela. Ja zamykam tył.Wykonać!
-Aye sir!

Lucy objęła za szyję chłopaka i z nieukrywaną ulgą wtuliła się w jego ciepłe ciało. Tym razem wyjątkowo pozwoliła się nieść. Poczuła się bezpiecznie w ramionach swojego Smoczego Zabójcy i na chwilę odpłynęła w spokojny sen.
Poczuła jak delikatnie ktoś kładzie ją na coś miękkiego. Otworzyła zaspane oczy i ujrzała uśmiechniętą twarz Natsu.
-Wendy zajmie się Tobą jak tylko odzyska trochę sił-powiedział i usiadł obok niej.
-Gdzie jesteśmy?
-Na jednej z bezpiecznych polan. Levy nakłada już ochronne runy także tej nocy możesz spać spokojnie.
Znajdowali się w jednym z namiotów. Przez odchylone poły widziała jasny blask ogniska i lekki gwar swych towarzyszy. Odetchnęła. Tym razem naprawdę jest bezpieczna.
Smoczy zabójca ostrożnie pogłaskał ją po włosach i już miał wstać gdy poczuł jak ręka dziewczyny trzyma go za szalik.
-Zostań ze mną. Nie chcę być sama dzisiaj. -poprosiła cicho i spojrzała gdzieś w bok chcąc ukryć zawstydzenie. Natsu uśmiechnął się do niej i ułożył się obok dziewczyny przygarniając ją do siebie.
Leżeli tak przez dłuższą chwilę w kompletnej ciszy.
-Hej...Natsu? -Lucy po chwili odezwała się do niego.
-Co jest Lu?
-To naprawdę był Twój pierwszy pocałunek?


Z oddalonego od reszty namiotu słychać było radosny śmiech dziewczyny.










środa, 19 listopada 2014

One Shot!

Dodałam mój pierwszy one shot-NaLu +18. Mam nadzieje, że się spodoba. Żeby go przeczytać należy udać się do zakładki "One Shot" u góry ekranu. Opowiadanie jest dla pełnoletnich!